października 11, 2026

Zanim powstała „Trędowata”

Zanim powstała „Trędowata”

Po południu świat moich rodzinnych Kurczyc zmieniał się niemal niepostrzeżenie, jakby sama natura wstrzymywała oddech przed nadejściem wieczornej misterii. Złociste słońce przechylało się z wolna nad szeroką doliną Słuczy, a park dworski pogrążał się w miękkim, aksamitnym półcieniu. Wysokie, starym obyczajem szumiące lipy powtarzały z cicha opowieści zasłyszane przez pokolenia, gędźbą swych liści wtórując memu dziecięcemu rozmarzeniu. Ścieżkami, które znałam od najwcześniejszych lat, schodziłam ku łąkom opadającym łagodnym spadkiem do rzeki. A Słucz… Słucz nie była rzeką gwałtowną. Płynęła szeroko, z powagą i dostojnym spokojem, jakby nie spieszyła się nigdzie, z wolna mijając zielone zakola, płaczące wierzby i piaszczyste łachy. W pogodny dzień jej fala odbijała niebo z tak cudowną jasnością, że granica między błękitem toni a lazurem chmur zdawała się zanikać całkowicie, tworząc cichy, złotem przetkany bezmiar. Wiosną brzeg ten rozkwitał pąsami kaczeńców, latem w powietrzu ciągnęły drżące chmary ważek, a w szale rozrostu traw słychać było nieustanne, ciche brzęczenie owadów. Ten nieprzebity, barwny ocean kwiecia i ziół, strzelający w niebo ostami niby latarniami morskimi, otulał mnie całą. To tam siadałam na powalonym pniu - pośród żywicznych sosen, na skraju polany lub nad samą wodą, gdzie przylaszczki i zawilce patrzyły na mnie ciekawą źrenicą. Tam z zapartym tchem pochłaniałam kolejne tomy „Trylogii” Sienkiewicza. Wczytana w rycerskie dzieje, ze stanem wrzącego serca, uciekałam w świat wyobraźni, a rzeka zbierała moje dziecięce zachwyty na swoje błękitno-złote fale i niosła je hen, z szumem zapienionych nurtów w szarawą dal. Nasz dwór widać było stamtąd tylko częściowo - śnieżnobiały ganek i dach majaczyły zaledwie ponad bujnymi koronami drzew. Z tej perspektywy wydawał mi się czymś nierealnym, niby fragment obcego świata dorosłych, odcięty od mojej krainy beztroski. Dopiero gdy słońce chowało się za mroczną linię borów, a powietrze nad wodą stawało się chłodne i wilgotne, wracałam ścieżką do domu. Wtedy dwór ożywał z niesamowitą potęgą. W salonie zapalano jasne lampy, z jadalni dobiegał brzęk wykwintnej zastawy i potoki gwaru, a przed ganek z łomotem kopyt podjeżdżały powozy gości z okolicznych majątków. Przez otwarte okna w gęstniejący mrok płynęła rzewna, złocista muzyka fortepianu. Dla mnie - wówczas jeszcze podlotka - był to świat pełen niepojętej tajemnicy, gwarny i pełen dorosłych uśmiechów. Ale kiedy po latach wracam pamięcią do Kurczyc, to nie balowe przyjęcia, nie stukanie kieliszków i uderzenia fortepianowych klawiszy stają mi przed oczami. W sercu na zawsze pozostał mi obraz mojej rzeki. Słucz - szeroka, spokojna, srebrzysta i dostojna w świetle poranka. To ona była moim pierwszym pejzażem dzieciństwa, moją małą ojczyzną i pierwszą przestrzenią, w której narodziła się moja dusza.
 
Powyższe wspomnienie jest stylizacją literacką przygotowaną na potrzeby strony „Silva Rerum”. Powstało na podstawie autentycznych fragmentów prozy Heleny Mniszek - w tym jej unikatowych opisów wołyńskiej przyrody z powieści „Gehenna” - a także archiwalnych fotografii i faktów historycznych związanych z dziejami naszej rodziny. 
 

 

Czytaj dalej ➡️

 












października 11, 2026

Halszka - Helena Mniszek

Halszka - Helena Mniszek

  

Autorka stworzyła ten reportaż, sięgając bezpośrednio do żywego źródła - rozmawiała z najmłodszą córką Prababci, cytowała relacje jej siostry oraz fragmenty pamiętników i listów samej Heleny.

Ponieważ prawa autorskie nie pozwalają mi na publikację pełnego tekstu pani Wachowicz, na tej stronie dzielę się moim własnym omówieniem i komentarzem do jej artykułu. Przytaczam najważniejsze myśli oraz bezcenne, rodzinne wypowiedzi, które w nim odnalazłem, dodając do nich perspektywę kolejnego pokolenia. Gorąco zachęcam też każdego, kto pasjonuje się historią literatury, do poszukiwania oryginalnego numeru „Ty i Ja” z 1971 roku w bibliotekach i archiwach prasowych - to doprawdy kapitalna lektura.

Zapraszam do zapoznania się z tą opowieścią - widzianą po części oczami dziennikarki sprzed lat, a po części oczami prawnuka.

Michał Rażniewski

O czarze i legendzie mojej Prababci Heleny Mniszek 

Słoneczna pogoda z gabinetu Bolesława Prusa

Po wielu latach zajrzałem znowu do rodzinnych pamiątek, które przechowała moja Mama. W zbiorze są albumy pełne fotografii, dokumenty, wycinki z prasy. W pewnym momencie wpadł mi w ręce kolorowy miesięcznik – nieco wytarty, zagięty na rogach, w którym odnalazłem artykuł opatrzony pięknymi starymi zdjęciami. Tak… to tekst, który czytałem prawie trzydzieści lat temu. Zawiera wspaniały opis działalności pisarskiej (i nie tylko) mojej Prababci Heleny Mniszek. Autorką jest Barbara Wachowicz, a artykuł noszący tytuł Legenda Trędowatej ukazał się na łamach czasopisma „Ty i Ja” w maju 1971 roku.

Zabierając czytelników w tę podróż w czasie, nie sposób nie zadziwić się, jak niezwykłe były losy mojej Prababci i jak ciepło, a zarazem wnikliwie opisała je autorka artykułu.

Młodość nad Słuczą i ukochana „Trylogia”

Zanim w 1909 roku świat usłyszał o Trędowatej, młoda Helena Mniszek dorastała na Wołyniu, w rodzinnym majątku nad Słuczą. To tam rodziła się jej wrażliwość i fascynacja polskim słowem. Jak wspominała sama Prababcia:

„W kilku książkach moich wspominam Wołyń, gdzie w dużym dworze, nad Słuczą pierwsze swe dziecinne spojrzenia rzucałam na tę prześliczną rzekę i gdzie potem podczas wakacji, w lesie wśród olbrzymich sosen lub na polanie wśród borów, zaczytywałam się w «Trylogii» i w nowelach Sienkiewicza, egzaltując się i fantazjując na swoją rękę…”

Siostra Prababci zapamiętała, że w domu nazywano ją wręcz imieniem Kurcewiczówny – Halszka. Potrafiła bezbłędnie recytować z pamięci całe opisy i dialogi Sienkiewicza, a jednocześnie z właściwym sobie wdziękiem i dowcipem posługiwała się wołyńską gwarą. Ta miłość do przyrody, ziemi i barwnego języka pozostała w niej na zawsze – najpierw na Wołyniu, potem na Litwie, a wreszcie na ukochanym Podlasiu, w Sabniach.

Warszawski „wyrok” u Bolesława Prusa

Niezwykle poruszającym fragmentem artykułu Barbary Wachowicz jest relacja ze spotkania młodej debiutantki z Bolesławem Prusem. Ojciec Prababci, Michał Mniszek-Tchorznicki, zanim podjął decyzję o wydaniu utworu córki własnym sumptem, wysłał ją do Warszawy. Jej stryj – wybitny lekarz dr Józef Tchorznicki – przyjaźnił się z autorem Lalki jeszcze z czasów Szkoły Głównej.

Helena Mniszek tak zapamiętała tę decydującą chwilę:

„Gdy po raz pierwszy weszłam do gabinetu śp. Prusa, drżałam z wzruszenia i… trwogi. Prus bowiem otrzymał już poprzednio od stryja moje rękopisy, szłam przeto po wyrok. Co usłyszę z ust znakomitego autora? (…) Prus łatwo spostrzegł moje wzruszenie, powitał mnie serdecznie, uśmiechał się, wskazał mi krzesło przy stoliku i postawił przede mną szklankę wody, prosząc łagodnie z tą swoją znaną słodyczą, abym się uspokoiła. (…) Prostota i szczerość, cechująca czcigodną postać tego wielkiego duchem, a tak skromnego człowieka, jego uśmiech łaskawy – wszystko to nastroiło mnie jakby słoneczną pogodą.”

To właśnie Bolesław Prus - jako pierwszy wielki autorytet – dodał młodej pisarce otuchy i zachęcił ją do opublikowania Trędowatej.

Gdy 6 marca 1909 roku powieść pojawiła się w okienku księgarni Gebethnera i Wolffa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, wywołała prawdziwą lawinę.

Pomiędzy zachwytem czytelników a krytyką

Ironiczny bywa los bestsellerów. Podczas gdy krytycy literaccy toczyli zacięte spory, wytykając Mniszkównie „łatwość pisania” czy zbyt poetyckie opisy przyrody, czytelnicy pokochali jej powieści bezgranicznie. Artykuł Barbary Wachowicz przypomina, że na Trędowatej wychowały się całe pokolenia – od wiejskich chat i miejskich kamienic, gdzie czytywano ją na głos, po wielkie ekrany kinowe w dwudziestoleciu międzywojennym z Jadwigą Smosarską i Elżbietą Barszczewską w rolach głównych.

A jaka była Prababcia prywatnie? W wywiadzie udzielonym na potrzeby artykułu jej najmłodsza córka wspominała kobietę pełną sprzeczności: z jednej strony światową damę, władającą czterema językami, utalentowaną muzycznie (uwielbiała grać sonaty Beethovena) i pasjonującą się geografią, z drugiej - osobę cichą, skromną, piszącą głównie nocami przy błękitnej lampie, która drżała przed każdą nową recenzją prasową.

Nigdy nie dbała o rozgłos ani o sprawy materialne. Tworzyła z potrzeby serca, przelewając na papier własne wrażliwości i zachwyt nad światem.

Pamięć, która trwa

Powrót po latach do artykułu Barbary Wachowicz z 1971 roku to dla mnie nie tylko sentymentalna podróż do artykułu sprzed ponad pół wieku. To przede wszystkim możliwość ponownego dotknięcia żywej historii naszej rodziny.

Pamięć o Helenie Mniszek - pisarce, ale też matce, społeczniczce i kobiecie wielkiego serca - wciąż trwa w naszych rodzinnych albumach, wspomnieniach i dokumentach. Cieszę się, że mogłem się tymi fragmentami z Państwem podzielić.

Michał Rażniewski

Cytaty oraz wątki biograficzne przytoczono na podstawie artykułu Barbary Wachowicz pt. „Legenda Trędowatej”, opublikowanego w miesięczniku „Ty i Ja” (nr 5, maj 1971 r.).

 

października 11, 2026

Poleska zaduma

Poleska zaduma

 


W echu poleskiej kniei. Opowieść o puszczy i ludziach

Rozłożone na stole stare fotografie są jak otwarte okna do świata, którego już nie ma. Nadleśnictwo Bronna Góra w latach trzydziestych minionego wieku leżało na skraju poleskich borów i bagien. Miejsce to łączyło w sobie twardą pracę leśników, przemysł drzewny oraz spokój życia kresowego dworu. Śledząc kadry utrwalone na obiektywie, krok po kroku wchodzimy w codzienne życie moich dziadków – Jana i Marii Fickich – ich dzieci, przyjaciół oraz ludzi, którzy tworzyli tę społeczność.

Na jednym z pierwszych ujęć widzimy reprezentacyjny, drewniany budynek leśnictwa. Przed gankiem, wspartym na solidnych słupach, stoi w równym rzędzie oddział kolarzy w służbowych mundurach. Rowery w dwudziestoleciu międzywojennym były tu podstawowym środkiem transportu – pozwalały szybko pokonywać utwardzone szutry i leśne dukty. Obok, nieodłączny druh leśnika – szorstkowłosy pies myśliwski.

Dziadek Jan Ficki był gospodarzem tych ziem. Odpowiadał za szkółki, ochronę zwierzyny i pozyskanie surowca. Tuż obok działał tartak Edwarda Borken-Hagena. Zdjęcia z poręb pokazują, jak ciężka była to praca: ciężka lokomobil spalinowa na skraju lasu wciąga olbrzymie pnie na wozy, a w trudniejszym terenie pracują poleskie konie w zaprzęgach z charakterystyczną dugą.

Gdy przychodziła wiosna, praca przenosiła się na wodę. Kolejna fotografia ukazuje flisaków przy wielkich tratwach. Poleszucy w ciężkich buciorach i czapkach, uzbrojeni w długie tyczki, spławiali drewno wzdłuż kanałów. Z kolei piaszczysty brzeg Jeziora Białego na innym kadrze zdradza drugą stronę łowieckiego życia: w długiej, drewnianej dłubance siedzi całe towarzystwo. Dziadek Jan Ficki z bronią opartą o ramię, babcia Rysia i ich goście po udanym polowaniu na kaczki, otoczeni przez lokalnych przewodników.

Domowy świat i przyjaźń z Hagenem

Drugi dom – prywatna rezydencja dziadków – witał gości dworkowym gankiem, dzikim winem na ścianach i różanym ogrodem. Na kadrze przed podjazdem stoi elegancki powóz zaprzężony w dwa kasztany, gotowy do drogi.

Wnętrza dworku zdradzają ciepło i kulturę domowników. Na zdjęciu z salonu widnieje purpurowa, pluszowa kanapa na tle zielonej tapety, na której zawieszono trofea myśliwskie i skóry drapieżników. Siedzi na niej rodzina, otoczona domowymi kwiatami. Obok, w muzycznym kadrze, babcia Rysia gra na pianinie. Przy blasku świec i dźwiękach muzyki przysłuchują się jej dziadek Jan oraz przyjaciel domu, Edward Borken-Hagen. Bliska relacja łącząca leśnika i właściciela tartaku wychodziła daleko poza służbowe interesy – razem polowali, spędzali wieczory i dzielili trudy życia w odległej puszczy.

Świadectwem tych łowieckich wypraw jest zimowa fotografia z gęstwiny: przy rozpalonym na śniegu ognisku stoi grupa myśliwych w ciepłych płaszczach, jedząc gorący posiłek z kociołka. Z kolei w innym, bliskim ujęciu widzimy dym z papierosa, uśmiechy i swobodną rozmowę w zaśnieżonym lesie.

Pokolenia: Macierzyństwo i puszczańskie dzieciństwo

Najbardziej poruszające są kadry poświęcone najmłodszym. Fotografia podpisana starannym pismem „Macierzyństwo” przedstawia moją mamę jako niemowlę, trzymaną w czułym objęciu na plecionym fotelu. To niezwykle ciepłe, intymne ujęcie ukazuje spokój i radość domowego ogniska w leśniczówce.

Dzieci w Bronnej Górze dorastały w bezpośreniej bliskości natury. Wujek Tolek pojawia się na kilku fotografiach, które doskonale oddają klimat tego wychowania. Na czarno-białym kadrze „Wujek” malec siedzi bezstrachliwie na rozpostartej na podłodze skórze wilka z wyszczerzoną paszczą. Na innym zdjęciu, już w kolorze, mały Tolek z dumą dosiada wielkiego gniadego konia przed drewnianą ścianą dworu. Jednak najbardziej niezwykły jest kadr, na którym chłopiec w ciemnym płaszczyku z uśmiechem trzyma w ramionach... oswojonego, małego rysia. Dzikie zwierzę, zwykle skryte w głębi poleskich ostępów, tutaj traktowane jest jak domowy ulubieniec.

Życie osady

Życie w Bronnej Górze to nie tylko odosobnienie, ale też silna społeczność. Fotografia z leśnej polany przedstawia mecz siatkówki – młodzi chłopcy w sportowych strojach grają przy siatce, sędzia siedzi wysoko na drabina, a mieszkańcy przyglądają się z trawy. Na innej fotografii widać uroczystość na skraju młodnika: leśnicy w galowych mundurach, duchowny oraz zgromadzone dzieci i kobiety uczestniczą w lokalnym święcie leśnym.

Gdy do leśniczówki przyjeżdżała z Kuchar prababcia Helena Mniszek, odnajdywała tu spokój, który opisywała potem w swoich książkach.

Te zachowane zdjęcia układają się w spójną opowieść. Pokazują świat, w którym praca leśnika, surowość puszczy i fabryczny rytm tartaku harmonijnie łączyły się z rodzinnym ciepłem, dziecięcym zachwytem nad przyrodą i trwałą przyjaźnią.


 

Cztytaj dalej ➡️ 

października 11, 2026

Silva Rerum

Silva Rerum

 




Nazywam się Michał Rażniewski. Jako prawnuk Heleny Mniszek - autorki kultowej Trędowatej – oddaję w Wasze ręce nową odsłonę serwisu, który z rodzinnej pamiątki i pasji przerodził się w żywy pomnik pamięci.

Dla wielu Helena Mniszek to przede wszystkim ikona dwudziestolecia międzywojennego, pisarka poruszająca serca kolejnych pokoleń i postać, której dzieła trwale zapisały się w historii polskiej literatury i filmu. Dla mnie jest kimś znacznie bliższym: prababcią, kobietą o niezwykłym wrażliwości, matką i gospodynią.

Strona, którą otwieracie, to niezwykły „las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.

 

Dwa światy połączone jedną pamięcią

Tytułowe Silva Rerum (tradycyjna, szlachecka księga domowa silnie wpisana w dworską kulturę) ma w moim życiu wyjątkowe, podwójne znaczenie.

Z jednej strony to hołd składany mojej Prababci i jej twórczemu światu. Z drugiej – to ukłon w stronę mojego Dziadka, leśnika z zawodu i powołania, który strzegł polskich lasów, a prywatnie stał się najwierniejszym kustoszem naszej rodzinnej historii. To on, pośród szumu drzew i domowych pamiątek, uczył nas szacunku do korzeni.

Główną myślą przewodnią łączącą te dwa światy - literacki świat Heleny Mniszek oraz moją autorską Silva Rerum - jest pragnienie ocalenia od zapomnienia obrazu minionej epoki.

 

Co znajdziecie w nowym serwisie?

Ta strona to nie jest sucha biografia skopiowana z encyklopedii. To osobisty przewodnik po geografii życia i twórczości Heleny Mniszek:

  • Szlaki i dwory przodków: Zabiorę Was w podróż do miejsc bliskich sercu Prababci - od Kurczyc, przez Kuchary i Sabnie, po Rogale.

  • Unikalne archiwalia i multimedia: Przejrzycie niezwykłą galerię zdjęć z dawnych atelier, prywatnych kadrów ziemiańskiego życia oraz poznacie historię ekranizacji i ciekawostki filmowe.

  • Rodzinne opowieści: Odkryjecie osobiste opisy i pamiątki, które pokazują autorkę Trędowatej w pełnym, ludzkim wymiarze - jako matkę, obywatelkę i działaczkę Koła Ziemianek.

 

Fotografuję ku pokrzepieniu serc...

Przeglądając te kadry i czytając spisane dzieje, spoglądamy na świat, który dawno przeminął, lecz dzięki zachowanym pamiątkom i ludzkiej pamięci wciąż pozostaje żywy. Wszystko to tworzę i publikuję pod własnym motto: fotografuję ku pokrzepieniu serc – łącząc szacunek dla przeszłości z nowoczesną formą opowiadania historii.

Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych.

Zapraszam do wspólnego odkrywania kart tej niezwykłej księgi,

Michał Rażniewski

Prawnuk autorki

Copyright © Helena Mniszek - Silva Rerum , Blogger