Czytaj dalej ➡️
Czytaj dalej ➡️
Autorka stworzyła ten reportaż, sięgając bezpośrednio do żywego źródła - rozmawiała z najmłodszą córką Prababci, cytowała relacje jej siostry oraz fragmenty pamiętników i listów samej Heleny.
Ponieważ prawa autorskie nie pozwalają mi na publikację pełnego tekstu pani Wachowicz, na tej stronie dzielę się moim własnym omówieniem i komentarzem do jej artykułu. Przytaczam najważniejsze myśli oraz bezcenne, rodzinne wypowiedzi, które w nim odnalazłem, dodając do nich perspektywę kolejnego pokolenia. Gorąco zachęcam też każdego, kto pasjonuje się historią literatury, do poszukiwania oryginalnego numeru „Ty i Ja” z 1971 roku w bibliotekach i archiwach prasowych - to doprawdy kapitalna lektura.
Zapraszam do zapoznania się z tą opowieścią - widzianą po części oczami dziennikarki sprzed lat, a po części oczami prawnuka.
Michał Rażniewski
Po wielu latach zajrzałem znowu do rodzinnych pamiątek, które przechowała moja Mama. W zbiorze są albumy pełne fotografii, dokumenty, wycinki z prasy. W pewnym momencie wpadł mi w ręce kolorowy miesięcznik – nieco wytarty, zagięty na rogach, w którym odnalazłem artykuł opatrzony pięknymi starymi zdjęciami. Tak… to tekst, który czytałem prawie trzydzieści lat temu. Zawiera wspaniały opis działalności pisarskiej (i nie tylko) mojej Prababci Heleny Mniszek. Autorką jest Barbara Wachowicz, a artykuł noszący tytuł Legenda Trędowatej ukazał się na łamach czasopisma „Ty i Ja” w maju 1971 roku.
Zabierając czytelników w tę podróż w czasie, nie sposób nie zadziwić się, jak niezwykłe były losy mojej Prababci i jak ciepło, a zarazem wnikliwie opisała je autorka artykułu.
Zanim w 1909 roku świat usłyszał o Trędowatej, młoda Helena Mniszek dorastała na Wołyniu, w rodzinnym majątku nad Słuczą. To tam rodziła się jej wrażliwość i fascynacja polskim słowem. Jak wspominała sama Prababcia:
„W kilku książkach moich wspominam Wołyń, gdzie w dużym dworze, nad Słuczą pierwsze swe dziecinne spojrzenia rzucałam na tę prześliczną rzekę i gdzie potem podczas wakacji, w lesie wśród olbrzymich sosen lub na polanie wśród borów, zaczytywałam się w «Trylogii» i w nowelach Sienkiewicza, egzaltując się i fantazjując na swoją rękę…”
Siostra Prababci zapamiętała, że w domu nazywano ją wręcz imieniem Kurcewiczówny – Halszka. Potrafiła bezbłędnie recytować z pamięci całe opisy i dialogi Sienkiewicza, a jednocześnie z właściwym sobie wdziękiem i dowcipem posługiwała się wołyńską gwarą. Ta miłość do przyrody, ziemi i barwnego języka pozostała w niej na zawsze – najpierw na Wołyniu, potem na Litwie, a wreszcie na ukochanym Podlasiu, w Sabniach.
Niezwykle poruszającym fragmentem artykułu Barbary Wachowicz jest relacja ze spotkania młodej debiutantki z Bolesławem Prusem. Ojciec Prababci, Michał Mniszek-Tchorznicki, zanim podjął decyzję o wydaniu utworu córki własnym sumptem, wysłał ją do Warszawy. Jej stryj – wybitny lekarz dr Józef Tchorznicki – przyjaźnił się z autorem Lalki jeszcze z czasów Szkoły Głównej.
Helena Mniszek tak zapamiętała tę decydującą chwilę:
„Gdy po raz pierwszy weszłam do gabinetu śp. Prusa, drżałam z wzruszenia i… trwogi. Prus bowiem otrzymał już poprzednio od stryja moje rękopisy, szłam przeto po wyrok. Co usłyszę z ust znakomitego autora? (…) Prus łatwo spostrzegł moje wzruszenie, powitał mnie serdecznie, uśmiechał się, wskazał mi krzesło przy stoliku i postawił przede mną szklankę wody, prosząc łagodnie z tą swoją znaną słodyczą, abym się uspokoiła. (…) Prostota i szczerość, cechująca czcigodną postać tego wielkiego duchem, a tak skromnego człowieka, jego uśmiech łaskawy – wszystko to nastroiło mnie jakby słoneczną pogodą.”
To właśnie Bolesław Prus - jako pierwszy wielki autorytet – dodał młodej pisarce otuchy i zachęcił ją do opublikowania Trędowatej.
Gdy 6 marca 1909 roku powieść pojawiła się w okienku księgarni Gebethnera i Wolffa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, wywołała prawdziwą lawinę.
Ironiczny bywa los bestsellerów. Podczas gdy krytycy literaccy toczyli zacięte spory, wytykając Mniszkównie „łatwość pisania” czy zbyt poetyckie opisy przyrody, czytelnicy pokochali jej powieści bezgranicznie. Artykuł Barbary Wachowicz przypomina, że na Trędowatej wychowały się całe pokolenia – od wiejskich chat i miejskich kamienic, gdzie czytywano ją na głos, po wielkie ekrany kinowe w dwudziestoleciu międzywojennym z Jadwigą Smosarską i Elżbietą Barszczewską w rolach głównych.
A jaka była Prababcia prywatnie? W wywiadzie udzielonym na potrzeby artykułu jej najmłodsza córka wspominała kobietę pełną sprzeczności: z jednej strony światową damę, władającą czterema językami, utalentowaną muzycznie (uwielbiała grać sonaty Beethovena) i pasjonującą się geografią, z drugiej - osobę cichą, skromną, piszącą głównie nocami przy błękitnej lampie, która drżała przed każdą nową recenzją prasową.
Nigdy nie dbała o rozgłos ani o sprawy materialne. Tworzyła z potrzeby serca, przelewając na papier własne wrażliwości i zachwyt nad światem.
Powrót po latach do artykułu Barbary Wachowicz z 1971 roku to dla mnie nie tylko sentymentalna podróż do artykułu sprzed ponad pół wieku. To przede wszystkim możliwość ponownego dotknięcia żywej historii naszej rodziny.
Pamięć o Helenie Mniszek - pisarce, ale też matce, społeczniczce i kobiecie wielkiego serca - wciąż trwa w naszych rodzinnych albumach, wspomnieniach i dokumentach. Cieszę się, że mogłem się tymi fragmentami z Państwem podzielić.
Michał Rażniewski
Cytaty oraz wątki biograficzne przytoczono na podstawie artykułu Barbary Wachowicz pt. „Legenda Trędowatej”, opublikowanego w miesięczniku „Ty i Ja” (nr 5, maj 1971 r.).
Rozłożone na stole stare fotografie są jak otwarte okna do świata, którego już nie ma. Nadleśnictwo Bronna Góra w latach trzydziestych minionego wieku leżało na skraju poleskich borów i bagien. Miejsce to łączyło w sobie twardą pracę leśników, przemysł drzewny oraz spokój życia kresowego dworu. Śledząc kadry utrwalone na obiektywie, krok po kroku wchodzimy w codzienne życie moich dziadków – Jana i Marii Fickich – ich dzieci, przyjaciół oraz ludzi, którzy tworzyli tę społeczność.
Na jednym z pierwszych ujęć widzimy reprezentacyjny, drewniany budynek leśnictwa. Przed gankiem, wspartym na solidnych słupach, stoi w równym rzędzie oddział kolarzy w służbowych mundurach. Rowery w dwudziestoleciu międzywojennym były tu podstawowym środkiem transportu – pozwalały szybko pokonywać utwardzone szutry i leśne dukty. Obok, nieodłączny druh leśnika – szorstkowłosy pies myśliwski.
Dziadek Jan Ficki był gospodarzem tych ziem. Odpowiadał za szkółki, ochronę zwierzyny i pozyskanie surowca. Tuż obok działał tartak Edwarda Borken-Hagena. Zdjęcia z poręb pokazują, jak ciężka była to praca: ciężka lokomobil spalinowa na skraju lasu wciąga olbrzymie pnie na wozy, a w trudniejszym terenie pracują poleskie konie w zaprzęgach z charakterystyczną dugą.
Gdy przychodziła wiosna, praca przenosiła się na wodę. Kolejna fotografia ukazuje flisaków przy wielkich tratwach. Poleszucy w ciężkich buciorach i czapkach, uzbrojeni w długie tyczki, spławiali drewno wzdłuż kanałów. Z kolei piaszczysty brzeg Jeziora Białego na innym kadrze zdradza drugą stronę łowieckiego życia: w długiej, drewnianej dłubance siedzi całe towarzystwo. Dziadek Jan Ficki z bronią opartą o ramię, babcia Rysia i ich goście po udanym polowaniu na kaczki, otoczeni przez lokalnych przewodników.
Drugi dom – prywatna rezydencja dziadków – witał gości dworkowym gankiem, dzikim winem na ścianach i różanym ogrodem. Na kadrze przed podjazdem stoi elegancki powóz zaprzężony w dwa kasztany, gotowy do drogi.
Wnętrza dworku zdradzają ciepło i kulturę domowników. Na zdjęciu z salonu widnieje purpurowa, pluszowa kanapa na tle zielonej tapety, na której zawieszono trofea myśliwskie i skóry drapieżników. Siedzi na niej rodzina, otoczona domowymi kwiatami. Obok, w muzycznym kadrze, babcia Rysia gra na pianinie. Przy blasku świec i dźwiękach muzyki przysłuchują się jej dziadek Jan oraz przyjaciel domu, Edward Borken-Hagen. Bliska relacja łącząca leśnika i właściciela tartaku wychodziła daleko poza służbowe interesy – razem polowali, spędzali wieczory i dzielili trudy życia w odległej puszczy.
Świadectwem tych łowieckich wypraw jest zimowa fotografia z gęstwiny: przy rozpalonym na śniegu ognisku stoi grupa myśliwych w ciepłych płaszczach, jedząc gorący posiłek z kociołka. Z kolei w innym, bliskim ujęciu widzimy dym z papierosa, uśmiechy i swobodną rozmowę w zaśnieżonym lesie.
Najbardziej poruszające są kadry poświęcone najmłodszym. Fotografia podpisana starannym pismem „Macierzyństwo” przedstawia moją mamę jako niemowlę, trzymaną w czułym objęciu na plecionym fotelu. To niezwykle ciepłe, intymne ujęcie ukazuje spokój i radość domowego ogniska w leśniczówce.
Dzieci w Bronnej Górze dorastały w bezpośreniej bliskości natury. Wujek Tolek pojawia się na kilku fotografiach, które doskonale oddają klimat tego wychowania. Na czarno-białym kadrze „Wujek” malec siedzi bezstrachliwie na rozpostartej na podłodze skórze wilka z wyszczerzoną paszczą. Na innym zdjęciu, już w kolorze, mały Tolek z dumą dosiada wielkiego gniadego konia przed drewnianą ścianą dworu. Jednak najbardziej niezwykły jest kadr, na którym chłopiec w ciemnym płaszczyku z uśmiechem trzyma w ramionach... oswojonego, małego rysia. Dzikie zwierzę, zwykle skryte w głębi poleskich ostępów, tutaj traktowane jest jak domowy ulubieniec.
Życie w Bronnej Górze to nie tylko odosobnienie, ale też silna społeczność. Fotografia z leśnej polany przedstawia mecz siatkówki – młodzi chłopcy w sportowych strojach grają przy siatce, sędzia siedzi wysoko na drabina, a mieszkańcy przyglądają się z trawy. Na innej fotografii widać uroczystość na skraju młodnika: leśnicy w galowych mundurach, duchowny oraz zgromadzone dzieci i kobiety uczestniczą w lokalnym święcie leśnym.
Gdy do leśniczówki przyjeżdżała z Kuchar prababcia Helena Mniszek, odnajdywała tu spokój, który opisywała potem w swoich książkach.
Te zachowane zdjęcia układają się w spójną opowieść. Pokazują świat, w którym praca leśnika, surowość puszczy i fabryczny rytm tartaku harmonijnie łączyły się z rodzinnym ciepłem, dziecięcym zachwytem nad przyrodą i trwałą przyjaźnią.
Cztytaj dalej ➡️
Nazywam się Michał Rażniewski. Jako prawnuk Heleny Mniszek - autorki kultowej Trędowatej – oddaję w Wasze ręce nową odsłonę serwisu, który z rodzinnej pamiątki i pasji przerodził się w żywy pomnik pamięci.
Dla wielu Helena Mniszek to przede wszystkim ikona dwudziestolecia międzywojennego, pisarka poruszająca serca kolejnych pokoleń i postać, której dzieła trwale zapisały się w historii polskiej literatury i filmu. Dla mnie jest kimś znacznie bliższym: prababcią, kobietą o niezwykłym wrażliwości, matką i gospodynią.
Strona, którą otwieracie, to niezwykły „las rzeczy, w którym każde drzewo ma swoje korzenie w przeszłości, a każdy liść jest zapisanym wspomnieniem”.
Tytułowe Silva Rerum (tradycyjna, szlachecka księga domowa silnie wpisana w dworską kulturę) ma w moim życiu wyjątkowe, podwójne znaczenie.
Z jednej strony to hołd składany mojej Prababci i jej twórczemu światu. Z drugiej – to ukłon w stronę mojego Dziadka, leśnika z zawodu i powołania, który strzegł polskich lasów, a prywatnie stał się najwierniejszym kustoszem naszej rodzinnej historii. To on, pośród szumu drzew i domowych pamiątek, uczył nas szacunku do korzeni.
Główną myślą przewodnią łączącą te dwa światy - literacki świat Heleny Mniszek oraz moją autorską Silva Rerum - jest pragnienie ocalenia od zapomnienia obrazu minionej epoki.
Ta strona to nie jest sucha biografia skopiowana z encyklopedii. To osobisty przewodnik po geografii życia i twórczości Heleny Mniszek:
Szlaki i dwory przodków: Zabiorę Was w podróż do miejsc bliskich sercu Prababci - od Kurczyc, przez Kuchary i Sabnie, po Rogale.
Unikalne archiwalia i multimedia: Przejrzycie niezwykłą galerię zdjęć z dawnych atelier, prywatnych kadrów ziemiańskiego życia oraz poznacie historię ekranizacji i ciekawostki filmowe.
Rodzinne opowieści: Odkryjecie osobiste opisy i pamiątki, które pokazują autorkę Trędowatej w pełnym, ludzkim wymiarze - jako matkę, obywatelkę i działaczkę Koła Ziemianek.
Przeglądając te kadry i czytając spisane dzieje, spoglądamy na świat, który dawno przeminął, lecz dzięki zachowanym pamiątkom i ludzkiej pamięci wciąż pozostaje żywy. Wszystko to tworzę i publikuję pod własnym motto: fotografuję ku pokrzepieniu serc – łącząc szacunek dla przeszłości z nowoczesną formą opowiadania historii.
Ku pamięci przodków, ku przestrodze i radości potomnych.
Zapraszam do wspólnego odkrywania kart tej niezwykłej księgi,
Michał Rażniewski
Prawnuk autorki
Prezentowane na stronie fotografie oraz dokumenty pochodzą z mojego prywatnego archiwum rodzinnego. Ich odnalezienie, cyfrowa rekonstrukcja oraz opracowanie są owocem wieloletniej pracy.
Wszelkie prawa do publikowanych materiałów są zastrzeżone. Pobieranie, kopiowanie oraz wykorzystywanie skanów i opracowań w jakiejkolwiek formie (zarówno w internecie, jak i w publikacjach drukowanych) wymaga mojej uprzedniej pisemnej zgody. W przypadku jej uzyskania, bezwzględnym wymogiem pozostaje oznaczenie autora oraz źródła pochodzenia materiałów (strona Helena Mniszek – Silva Rerum).
